Przystanki autobusowe w Polsce

W Poznaniu powstał przystanek imienia gumy Orbit

Na przystanku Orbit/Obodrzycka w Poznaniu  będą wysiadać pracownicy fabryki gumy do żucia.

Producent – firma Wrigley – ufundował dwie wiaty, które dziś staną przy ul. Obodrzyckiej w Poznaniu. Zobowiązał się też, że zadba o dobry stan przystanków autobusowych. W zamian za to guma Orbit będzie mogła patronować przystankowi, na którym zatrzymuje się autobus 65 i dwie linie nocne. – W centrum miasta wiaty stawiają firmy zajmujące się reklamą zewnętrzną. One też dbają o ich utrzymanie. Przy ul. Obodrzyckiej nie mielibyśmy na to szans: to mało atrakcyjne dla reklamodawców tereny – mówi Tomasz Łapszewicz z Zarządu Transportu Miejskiego.

 

To już trzeci w Poznaniu przystanek z nazwą firmy. Jedna ze stacji Pestki nazywa się Lechicka/Poznań Plaza. Autobusy jadące Lutycką zatrzymują się na przystanku Lutycka II/Pharmgas.

 

 

Spór o przystanki w Rzeszowie

Czy autobusy MKS będą mogły stawać na wszystkich przystankach w mieście? O tym zadecyduje sąd.

Spór na linii PKS – Zarząd Transportu Miejskiego toczy się od lipca. Kością niezgody jest zakaz wjazdu podmiejskich autobusów na 49 z 539 rzeszowskich przystanków autobusów.

 

Zdaniem ZTM są już maksymalnie obłożone kursami i ze względów bezpieczeństwa nowi przewoźnicy nie dostają zgody na ich użytkowanie. Uchwałę określającą nowe zasady korzystania z zatoczek przyjęli radni.

 

– Naszym zdaniem nie mieli prawa zakazać naszemu przewoźnikowi wjazdu na przystanki. Ich decyzja to naruszenie zasad uczciwej konkurencji i skazanie pasażerów na usługi rzeszowskiego MPK. Bo teraz muszą wysiadać z MKS na rogatkach Rzeszowa i przesiadać się do autobusów MPK – mówi prezes PKS Rzeszów.

Ta sytuacja jest w skali kraju niespotykana. Nie znam innego miasta, gdzie utrudnia się dostęp do przystanków publicznemu przewoźnikowi. Przecież to nasze autobusy przywożą do Rzeszowa ludzi, którzy tu pracują, uczą się i wydają pieniądze. Tak nie można- bulwersuje się mieszkaniec Rzeszowa.

Cała sprawa jest nagłaśniana w lokalnych mediach co utrudnia prace sądu nad rzetelnym rozstrzygnięciem sporu o przestanki autobusowe.

 

Ciemno na przystankach MPK w Rzeszowie

Komórka, zapalniczka albo latarka może być potrzebna, by po zmroku sprawdzić rozkład jazdy na rzeszowskich przystankach. „Musi być straszna bieda w Rzeszowie, że Ferenca nie stać na żarówki” – uważa mieszkaniec Rzeszowa.

„Ostatnimi czasy dużo dzieje się w komunikacji publicznej w Rzeszowie. Są pozytywne informacje o tym, że będą nowe autobusy, nowe przystanki, a także nowe wzory tabliczek z rozkładami jazdy. Ta ostatnia sprawa to moim zdaniem wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo obecne tabliczki nie są złe. Są także złe informacje – głównie dotyczące podwyżek cen biletów. Do tych spraw złych dorzuciłbym jeszcze jedną. Chodzi mi o drobną rzecz, z którą od lat Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, a dziś Zarząd Transportu Miejskiego, nie może sobie poradzić. Chodzi o podświetlanie tablic z rozkładami jazdy.

Mamy już jesień, ciemno robi się coraz szybciej. Człowiek przychodzi na przystanek i żeby sprawdzić, o której przyjedzie autobus (o ile w ogóle przyjedzie, bo i takie sytuacje się zdarzają), musi korzystać z rozmaitych urządzeń: latarki, zapalniczki, zapałek, telefonu komórkowego.

Może urzędnicy w końcu zlitowaliby się i zamontowali oświetlenie tych tablic? Koszt niewielki, a pasażerom bardzo to pomoże i same przystanki autobusowe będą wyglądać bardziej okazale.

 

 

 

Poważny problem z przystankami autobusowymi w małych miejscowościach

Mieszkańcy wsi Kokoszkowy pod Starogardem Gdańskim skarżą się, że przystanki autobusowe są w miejscach, gdzie prawie nikt nie mieszka. Od czterech lat nie mogą doprosić się o zmianę trasy autobusów. Autobusy nie dojeżdżają do nowych osiedli, gdzie meszka większość z ponad półtoratysięcznej populacji wsi.

W niektórych przypadkach do przystanku jest dwa i pół kilometra. W obie strony to pięć kilometrów. A mogło być na przykład dwieście metrów od domu, skarży się sołtys Kokoszkowych.

Mieszkańcy podkreślają, że znalazł się prywatny przewoźnik gotowy dowozić ich do Starogardu. Wyznaczono mu już nawet przystanki. Jednak zgody na działalność nie wydał starosta. Sołtys tłumaczy, że zgody wydać nie mógł, bo nowe autobusy miałyby zatrzymywać się na przystankach zarezerwowanych dla innych przewoźników.

Natomiast zdaniem starosty starogardzkiego sprawa nie jest przegrana, bo wniosek może zostać złożony ponownie. Wówczas w grę wchodzą dwie możliwości, albo trasy zostaną zmienione, albo dojdzie do porozumienia z właścicielem przystanków.

Przewoźnik, który chce zatrzymywać się w Kokoszkowach tam, gdzie chcą tego mieszkańcy ma 7 dni na załatwienie sprawy. Jeśli tego nie zrobi, nowego połączenia wsi ze Starogardem nie będzie. Miejmy nadzieje, że wkrótce mieszkańcy wsi będą mogli normalnie korzystać z komunikacji.